04.12.2016

Kalendarze adwentowe - last minute

O kalendarzach adwentowych pisałam już wiele razy i to chyba będzie ostatni post na ten temat, bo co jeszcze nowego można wymyślić?
W tym roku kalendarz DIY powstał dosłownie na ostatnią chwilę, a do jego zrobienia wykorzystałam:
  • 24 plastikowe kule z automatów oferujących badziewka dla dzieci (pełno tego było nad morzem), do których włożyłam cukierki, orzechy, naklejki, przypinki i koraliki
  • druciki
  • plastikową bransoletkę
  • papier, taśmę klejącą i nożyczki

Kalendarz zawisł w kuchni :-)



W tym samym czasie na fejsbuku zaroiło się również od kalendarzy zrobionych w trybie last minute przez znajome matki :-) Marta (mniej) i Magda (Weganizerka) wyraziły zgodę na publikację fotek, a więc:
Marta wykorzystała pojemniki po jogurtach, do których "Wrzucamy głównie smakołyki, zagadki-rebusy połączone z szukaniem prezencikow i jakies drobiazgi typu puzzle rozłożone na pojedyncze części, naklejki, samochodziki, figurki, magnesy, ozdoby na choinkę, jakies pierdółki do ich robienia."



Z kolei Magda: "dałam jeszcze jedną szansę wykazania się wszystkim dziurawym skarpetkom, które znalazłam w domu . Słodycze są w postaci 2 lizaków ksylitolowych, paczki rodzynek i batonika musli "zdrowa kaloria". Reszta to drobiazgi typu notesik, balonik, świeczki urodzinowe, małe puzzelki rozłożone na 3 itp."


A może i wy się macie czym pochwalić? Piszta na nashle[małpa]gazeta.pl :-)

29.11.2016

Dobre prezenty

Dzisiaj Dzień Darmowej Dostawy, a wiem, że wiele osób już myśli o prezentach. Zazwyczaj rekomenduję prezenty niematerialne i/lub DIY, ale dzisiaj chciałam przedstawić bardzo subiektywną listę prezentów charytatywnych. Czyli kupując prezent, wspierasz dodatkowo jakąś inicjatywę. Najpopularniejszą rzeczą w tej kategorii są chyba kalendarze. Sama co roku kupuję jeden lub dwa z Viva!Akcja dla zwierząt lub z innej organizacji prozwierzęcej. W tym roku jednak chciałam Wam zaproponować kalendarz feministyczny, z którego cały dochód przeznaczony będzie na akcję, którą wymyśliłam i bardzo chcę zrealizować, czyli festiwal kobiecy Kręgi Kobiet.
1. Gosia Kulczycka wykonała niesamowitą pracę obdzwaniając 12 polskich artystek, dzięki czemu w kalendarzu znalazły się prace m.in. Marty Frej, Anny Zajdel (od makatek), czy Marty Zabłockiej. Naprawdę warto. Cena minimalna to 45zł, ale jeśli ktoś może i chce dać więcej, to niech się nie waha :-) Zamówienia mailowo na: mir.inicjatywy[małpa]gmail.com

 2. Inną opcją charytatywną są zakupy w sklepikach fundacyjnych lub stowarzyszeniowych. Jest ich coraz więcej, więc i wybór stopniowo się powiększa. Najczęstszym asortymentem w takich sklepach są kubki, gadżety promocyjne, t-shirty czy akcesoria do domu. Na tym tle pozytywnie wyróżnia się Fundacja Bęc Zmiana ze swoimi dizajnerskimi publikacjami i książkami.
Moją uwagę jednak przykuła szczególnie propozycja Sieci Obywatelskiej - Watchdog Polska. Sprzedają oni specjalnie zaprojektowane w ramach kampanii Dbamy o lepszą codzienność "ułomne" przedmioty, np. krzywą szklankę, niewyraźne lustro, czy nietypowy imbryk.



Ponadto klasycznie: T-shirty i notesy, ale warto zajrzeć.

Nietypowo i ekologicznie sprzedaje Fundacja Łąka. W ich sklepiku można kupić nasiona traw i kwiatów polnych, a także budki lęgowe, karmniki dla ptaków i domki dla owadów.  Ceny ludzkie, a cel zacny.
Podaruj komuś łąkę :-)


Jakiś czas temu powstał także Odpowiedzialny Sklepik fundacji Kupuj Odpowiedzialnie. Dużo fajnych rzeczy, bez konsumenckich wyrzutów sumienia.


Przy okazji trafiłam w sieci na wyszukiwarkę odpowiedzialnezakupy.pl - przydatna sprawa, niestety dotyczy tylko województwa kujawsko-pomorskiego.

3. Skoro już jesteśmy przy zakupach internetowych, to przypominam o aplikacji FaniMani.pl . Robiąc zakupy w setkach sklepów (z różnych branż i usług), wspieramy wybraną wcześniej organizację. Polecam skorzystać z tego linku afiliacyjnego (5zł zostanie przekazanych na Otwarte Klatki). Kupując przez FaniMani.pl tylko mała część naszych pieniędzy zostanie przeznaczona na słuszną sprawę, ale lepsze np. 4% niż nic :-)



4. Pozostają jeszcze zakupy stacjonarne. W tym celu zaglądajcie np. do sklepów prowadzonych przez osoby  niepełnosprawne lub do sklepów charytatywnych. W Opolu mamy cudowną Galerię Biały Kruk, gdzie można kupić rękodzieło (w tym piękną ceramikę, obrazy, czy pluszaki) tworzone przez podopiecznych Fundacji DOM.


Jest też komis społeczny Graciarnia, co prawda z rzeczami używanymi, ale można tam znaleźć prawdziwe perełki.

Poza tym korzystam czasem z fejsbukowych bazarków na rzecz bezdomnych zwierzaków. Za niewiele dukatów można wylicytować różne przedmioty - od książek do stringów, a odbiór mam w Opolu. 

A wy gdzie kupujecie prezenty i komu robicie nimi dobrze? Pochwalcie się :-)



27.11.2016

Las w szkle

Bez dłuższego wstępu - w piątek byłam w końcu na warsztatach "Las w szkle" prowadzonych przez  Sickle & hammer z okazji wernisażu wystawy Forest Season.


Lasy w słoikach intrygują mnie już od roku, kiedy to pojawiły się w polskich internetach pierwsze wzmianki na ten temat. Zaczęło się chyba od Justyny Stoszek, czyli Forest Forever (zakochałam się w jej lasach), a potem poszło. Ostatnio temat podjął Ogród w centrum i tam znajdziecie poradnik, jak lasy w szkle robić i o nie dbać.


Co do warsztatów - poszło świetnie. Do stworzenia lasu potrzebny jest keramzyt, ziemia, trochę mchu, patyków, kory, szyszek i sadzonki roślinek. No i słoik, na początek lepiej duży. Ponieważ mój las ma dopiero dwa dni, to jeszcze nie mogę powiedzieć, czy rzeczywiście uda mi się stworzyć samowystarczalny ekosystem. Chciałabym :-)




Wystawę Forest Season też polecam. Grafianie, czyli fani i fanki sitodruku, spisali się na medal. Powstało mnóstwo projektów z leśnymi motywami, więc jeśli czyta mnie ktoś z Opola, to zachęcam do obejrzenia w MIEJSCU X (ul. Sienkiewicza 20 - OFICYNA - wejście przez bramę i podwórko).
28 listopada - poniedziałek - w godz 16-19
30 listopada - środa - w godz. 17-18
03 grudnia - sobota - w godz 12-15
04 grudnia - niedziela - w godz 12-15
05 grudnia - poniedziałek - w godz 16-18
06 grudnia - wtorek - w godz 16-17


A to dwie prace Asi Ołubczyńskiej, czyli eight.pl
Przepiękne leśne stemple

i poduszka:



A gdyby ktoś marzył o lasach w szkle, ale boi się zacząć samemu lub nie ma potrzebnych materiałów, to Ogród w centrum jeszcze do końca weekendu oferuje zniżkę 50%.

15.11.2016

Zero Waste Polska

Od jakiegoś czasu przypatruję się dyskusjom na fejsbukowej grupie Zero Waste Polska. Ruch zerośmieciowców rośnie i niedługo w Warszawie odbędzie się wydarzenie, na które wiele osób od dawna czekało, czyli spotkanie z Beą Johnson - guru filozofii zero-waste. To ta pani, której przez cały rok życia udało się "wyprodukować" zaledwie jeden słoik śmieci.



Można się z osób zafascynowanych ideą zero waste śmiać, można ich ignorować, ale w tym szaleństwie jest metoda (a przynajmniej wiara w to, że indywidualne działania pozwolą zmienić świat - najwidocznie nie czytali jeszcze artykułu "Ułuda krótkiego prysznica").
Po czym poznać takich ludzi? Na zakupy udają się nie tylko z własnymi torbami płóciennymi, ale także ze swoimi foliówkami, słoikami czy pojemnikami. Wybierają produkty "luzem", na wagę, bez zbędnych opakowań (a jeśli już opakowanie, to szklane lub papierowe). Sami robią w domu kosmetyki (od mydła i szamponu przez pastę do zębów) i środki czystości. Drugie śniadania pakują we własne lunchboxy, nie zamawiają jedzenia na wynos (a jeśli zamawiają, to do własnych pojemników/słoików), resztki organiczne kompostują. Przy niemowlaku używają pieluch wielorazowych, przy starszakach robią zabawki ze śmieci i notorycznie gromadzą zakładki w folderze "upcykling". Generalnie robią to co ja, ale radykalniej :-P


zdjęcie Zero Waste Kit z bloga Zero Waste Nerd



Już dosyć dawno stwierdziłam, że idea zero waste, choć piękna, ma swoje minusy. I nie chodzi tylko o bycie niezrozumianym przez większość społeczeństwa - do tego się przyzwyczaiłam :-) Poniżej wypunktowałam kilka argumentów przeciwko ślepemu podążaniu drogą zero waste:

  • bez zmian systemowych (np. ogólnopolski zakaz sprzedaży torebek foliowych i naczyń jednorazowych, podatek opakowaniowy dla producentów, wprowadzenie systemu automatów do butelek zwrotnych i puszek w sklepach, poidełka z kranówką w szkołach, urzędach i innych instytucjach publicznych) takie jednostkowe akty oporu nie będą mieć większego sensu (a to prosta droga do frustracji i depresji, i w ogóle do porzucenia tzw. "ekologicznego stylu życia"). Znów wrócę do Ułudy krótkiego prysznica i przytoczonych tam danych "W roku 2005 produkcja odpadów komunalnych na głowę (czyli wszystkiego, co wyrzucamy do kosza) wyniosła w Stanach 750 kg. Umówmy się, że jesteście zagorzałymi aktywistami i zwolennikami prostego stylu życia i liczbę tę redukujecie do zera. Poddajecie recyklingowi wszystko, co się da. Zakupy pakujecie do toreb wielokrotnego użytku. Oddajecie do naprawy zepsute tostery. Palce wystają wam ze starych tenisówek. Ale to nie wszystko. Jako że do odpadów komunalnych wliczają się też odpady biurowe, udajecie się do biur i firm z broszurami na temat recyklingu i przekonujecie ich do takiego zmniejszenia ilości śmieci, by wasz udział w komunalnej produkcji odpadów spadł całkowicie. Cóż, mam dla was złe nowiny. Odpady komunalne stanowią tylko 3% całej produkcji śmieci w Stanach Zjednoczonych."


  • bycie zero waste może powodować większą emisję CO2 związaną z transportem, czyli w efekcie wcale nie być lepsze dla środowiska. Przykłady? Wyobraźcie sobie, że w waszym mieście jest jeden jedyny sklep, który sprzedaje kosmetyki bez opakowania. Czy jadąc do niego 15km w jedną stronę i 15km w drugą, żeby kupić 1l szamponu do własnej butelki jest korzystniejsze dla naszej planety niż kupienie go w sklepie osiedlowym w standardowym plastikowym opakowaniu? Śmiem wątpić. Więcej emisji CO2 spowoduje transport niż dodatkowe plastikowe opakowanie (które można przecież oddać do recyklingu). Niektórzy wybierają metodę DIY, ale... kupienie składników potrzebnych do szamponu, oczywiście przez internet, to także koszty środowiskowe związane z transportem+ opakowaniami (każdego składnika oddzielnie i przesyłki pocztowej). Być może, jeśli robi się takie kosmetyki w ilościach hurtowych, to te emisje się jakoś równoważą, ale czy to jest naprawdę zero waste?


  • życie w stylu zero waste to niekończące się dylematy - kiedy na wycieczce latem skończy nam się kranówka w naszej wielorazowej butelce, to nie kupimy w kiosku wody butelkowanej, tylko będziemy krążyć po okolicy szukając źródła wody pitnej? Ile kilometrów wytrzymamy? Albo nie kupimy ulubionych wegańskich ciasteczek na piknik, bo są opakowane w folię aluminiową, a zamiast tego spędzimy pół dnia przy piekarniku (choć tak naprawdę nienawidzimy piec, a wcześniej musieliśmy specjalnie iść do sklepu, żeby kupić mąkę, mleko sojowe, kakao i syrop klonowy - wszystko oczywiście w oddzielnych opakowaniach)? Albo rozkminka: wybrać ziemniaki luzem nieznanego pochodzenia w osiedlowym markecie, czy te z certyfikatem "bio" z kooperatywy (ale trzeba po nie podjechać do rolnika na wieś. Samochodem)? I tak dalej, i tak dalej. Co lepsze dla naszego zdrowia psychicznego - konsekwentne trzymanie się obranego kierunku czy uleganie zachciankom i kompromisy?


  • maniakalne skupianie się na idei nieprodukowania śmieci generuje kryzysy towarzysko-społeczne (nawet bardziej niż bycie na diecie wegańskiej), a nawet małżeńskie (pamiętacie filmy Recepta na klęskę i No Impact Man?) i pochłania dużo energii i czasu. Nie jesteśmy samotnymi wyspami, tylko częściami czułych ekosystemów społecznych. I to, że my jesteśmy gotowe/i na życie zero waste nie oznacza wcale, że nasi partnerzy, dzieci, znajomi czy współpracownicy są na to gotowi. Gdzieś trzeba znaleźć złoty środek.

  • upcykling, choć uroczy, ma znikomy wpływ na rzeczywiste zmniejszenie ilości odpadów. Poza tym do większości upcyklingowych prac potrzebne są dodatkowe narzędzia, miateriały i surowce, chociażby klej czy farby. Trudno uwierzyć, że nasza Ziemia oddycha z ulgą, kiedy np. z butelki plastikowej wycinamy kwiaty, malujemy je farbą akrylową i wieszamy w przstrzeni publicznej jako ekologiczną instalację. No cóż - nie miejmy złudzeń. Przecież taka instalacja nawet nie może być poddana recyklingowi (w przeciwieństwie do niepomalowanej butelki), więc oczywiście nie zaszkodzi się pobawić, ale trudno to nazwać działaniem "proekologicznym".

(zdjęcie pochodzi z warsztatów o znamiennej nazwie Eko-Art podczas Ulicy Kultury w Opolu w 2011. Z plastikowych butelek powstała plastikowa dżungla. Źródło)


Czy to oznacza, że wysiłki adeptów zero waste, aby uzyskać jeden słoik śmieci rocznie są pozbawione sensu? Ależ nie. Bardzo dobrze, że są tacy ludzie na świecie, jeśli dają przykład innym i są w stanie dotrzeć z ideą także do przedsiębiorców, producentów i polityków, a tego nam trzeba. Myślę jednak, że cały koncept ma sens jedynie na większą skalę, np. kiedy przeradza się w gospodarkę o obiegu zamkniętym/Cicular Economy. Na poziomie indywidualnym to wciąż są tylko ćwiczenia ze świadomej konsumpcji. Bardzo ważne, ale zdając sobie sprawę z innych priorytetów (np. żeby chronić drzewa przed wycinką, nasze płuca przed smogiem, zwierzęta hodowlane przed cierpieniem na fermach), to dla mnie wciąż działania zastępcze. Zrezygnowałam więc z wyrzutów sumienia, kiedy wyrzucam do kosza (oczywiście do recyklingu) opakowania plastikowe czy Tetrapaki. Nie rozdzieram szat, kiedy zdarzy mi się w sklepie wziąć foliówkę albo kiedy Dziecko kupuje sobie kolejną gazetkę z plastikowym badziewkiem. Już się nie jaram upcyklingiem :-) Energię ładuję w inne tematy (btw - dziękuję wszystkim za głosy w Społeczniku - projekt Kręgi Kobiet przeszedł do drugiego etapu, teraz pozostaje trzymać kciuki za decyzję jury!).

www.bezero.org

Gdyby ktoś jednak chciał poczytać po polsku, jak zero waste sprawdza się w praktyce, to jest kilka blogerek, które od kilku(nastu) miesięcy dzielnie relacjonują swoje poczynania:
Kornelia Orwat i wątek Odśmiecownia
Ograniczam się i #zero waste
madou.pl i #zmniejsz śmiecia
ekoeksperymenty.blogspot.com
Less Waste
Łodyżka, #Zero Waste Lifestyle - kilka wpisów o kosmetykach DIY

Pozdrawiam!

11.11.2016

Co dobrego #4

Dzieją się na tym świecie rzeczy smutne i złe, jak wybór Trumpa na prezydenta USA czy dzisiejsza śmierć Leonarda Cohena, jednak dzieją się też rzeczy dobre, i o tym zawsze warto przypomnieć.




1. Do obejrzenia film Dream, girl - wspierający kobiety. O tym, że opłaca się marzyć i robić swoje. W Polsce podobną rolę pełni Latająca Szkoła Agaty Dutkowskiej.
Dokument nie ma nic wspólnego z ekologią i ochroną środowiska, ale i tak od dawna profil tego bloga zmierza w kierunku kwestii społecznych :-) Do 14.11 można obejrzeć pełną wersję za darmo. Po angielsku, bez napisów, ale dacie radę. Klik.

2. Lidl ogłosił, że do 2025 zrezygnuje całkowicie ze sprzedaży jajek z chowu klatkowego, czyli tzw. trójek. Nie będzie ich można kupić w żadnym sklepie Lidla na całym świecie, nie będą też składnikami sprzedawanych przez Lidl produktów (np. majonezów). To bardzo dobra wiadomość, choć pewnie wiele osób spyta, czemu dopiero w 2025? Tu znajdziecie odpowiedź.


 3. Nie masz ręki do kwiatów i chcesz je oddać? A może poszukujesz nowych roślinek, żeby wzbogacić parapetową kolekcję? Dobra wiadomość - Schronisko dla roślin działa coraz prężniej! Inicjatywa przeradza się w fundację, a zielsko szukające nowych domów można ogłaszać na fanpage'u Schronisko dla roślin. Widziałam tam takie miasta jak Warszawa, Toruń, Trójmiasto, Katowice, ale jest jeszcze kilka podobnych inicjatyw, gdzie możecie szukać (np.  Schronisko Dla Niechcianych Roślin1Schronisko dla niechcianych roślin2, Adopcja dla roślin, Roślinne schronisko w Krakowie).  
Przypuszczam też, że kwiaty w doniczkach można przygarniać i oddawać także za pośrednictwem lokalnych grup "oddam/przyjmę" (tak własnie robimy w Opolu) na fejsie lub OLXie :-)




***
Zajrzyj też tu: #codobrego

08.11.2016

Po nas choćby i potop?

W ostatnim tygodniu głośno było w internetach o filmie dokumentalnym, w którym Leonardo di Caprio pokazuje, w jak czarnej dupie znaleźliśmy się, jeśli chodzi o zmiany klimatu.
Tadam, here you are (uwaga, pierwsze 5 minut to zapowiedź filmu o Marsie):



Warto zobaczyć (choć jak podsumowała Jemiołka na fb "czułam się jakbym oglądała reklamę paneli słonecznych i reklamę Leo"), bo jednak ujęcia z topniejącej Arktyki czy płonącej Sumatry dają po łbie. Poza tym dobrze jest pokazane, jak dużo zależy od rządzących tym światem, czyli - niestety - korporacji. Dopóki nie uda się wprowadzić zmian systemowych (czy to będzie podatek węglowy, czy inne formy wspierania "zielonej ekonomii" i zrównoważonego rozwoju), to nasze indywidualne ekowybory niewiele będą znaczyć. Pisze o tym Derrick Jensen w tekście "Ułuda krótkiego prysznica" (tłumaczenie można przeczytać tutaj): "Chcę postawić sprawę jasno. Nie mówię, że nie powinniśmy żyć prosto. Sam prowadzę dość prosty tryb życia, ale nie udaję, że niekupowanie zbyt wiele (albo ograniczanie podróży samochodem, albo rezygnacja z posiadania dzieci) jest samo w sobie mocnym politycznym aktem lub że jest to działanie rewolucyjne. Bo nie jest. Zmiana osobista nie równa się zmianie społecznej."
Odmawianie foliowych torebek, jazda rowerem, niejedzenia mięsa, wyłączanie kompa z trybu stand-by, robienie upcyklingowych ozdób na choinkę... No cóż, w pewnym sensie to tylko zamiatanie problemów pod dywan i samooszukiwanie, że rzeczywiście mamy na coś wpływ.
Ale jest nadzieja. Dają ją np. kraje skandynawskie, gdzie normy ekologiczne są wyśrubowane i chcąc nie chcąc, wszyscy ich przestrzegają - także duże przedsiębiorstwa. Gdzie odchodzi się od paliw kopalnych na rzecz odnawialnych źródeł, gdzie przyrodę się po prostu chroni.
Reasumując - zachęcam do aktywizmu i kliktywizmu, do podpisywania petycji, rozmów z (samo)rządem, nawet do wychodzenia na ulicę zachęcam. Kto jak nie my? Kiedy jak nie dziś?


29.10.2016

Kąciki Rzeczy Używanych

Graciarnie, rupieciarnie, sklepy charytatywne, thrift shopy, freeshopy, giveboxy, półki uwalniania książek (bookcrossing), jadłodzielnie (foodsharing) - wszystkie te inicjatywy łączy idea dawania drugiego życia używanym rzeczom, puszczanie ich w dalszy obieg, freecykling.

(freeshop w Pradze)

Chociaż przy śmietnikach widzę coraz więcej gabarytów, a na cyklicznie organizowanych wymiankach stoły uginają się pod ciężarem ciuchów, to w Polsce wciąż brakuje wspomnianych wyżej punktów do oddawania rzeczy, których już nie potrzebujemy, a chcemy żeby trafiły do potrzebujących. A grzebanie przy śmietnikach jest takie niekomfortowe (choć i tak to robię :-) )
Sklepów charytatywnych jestw naszym kraju zaledwie kilka, na szczęście jeden w Opolu





Givebox (zwany Jeżycką Szafą) działał przez chwilę w Poznaniu, a jadłodzielnie (czyli regały lub lodówki na jedzenie) póki co znajdują się w Warszawie, Krakowie i Toruniu.




Niestety spontanicznie powstającym punktom typu Givebox, czy otwartym biblioteczkom/miejskim regałom książkowym służącym do boocrossingu, grozi dewastacja lub w najlepszym razie brak zainteresowania, bo wciąż jako społeczeństwo nie dbamy o to, co jest wspólne i za darmo... Zastanawiam się, czy gdyby w przestrzeni publicznej umieścić takie instalacje jak GRATIS od Narcelio Grud (opisaną ładnie przez Ogród w centrum), to jak długo pozostałyby niezniszczone. Czy byłyby kilkudniową efemeryczną akcją, czy też stałym wzbogaceniem społeczności?



Na pewno dużo lepiej się mają punkty zaopiekowane (pod pieczą instytucji lub osób prywatnych). Myślę konkretnie o nielicznych kącikach rzeczy używanych, działających przy PSZOKach (czyli Punktach Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych), o czym dowiedziałam się przypadkowo z Facebooka.
Np. w Stalowej Woli od kilku miesięcy działa taka rupieciarnia, gdzie można zostawić lub wziąć sobie za darmo używane meble lub sprzęt AGD oraz inne przedmioty o większych gabarytach. Mało tego - "Nasi pracownicy "przemierzają" miasto w poszukiwaniu niechcianych i nielubianych sprzętów i urządzeń, które mogą jeszcze posłużyć innym. W tej chwili od zaraz do wzięcia są 4 krzesła, dwa telewizory, pralka, monitor i mini lodówka. Jest też dość nietypowy sprzęt fryzjerski. Zapraszamy do bezgotówkowej wymiany międzysąsiedzkiej. Takie rzeczy tylko w MZK :-)
Czekamy na Was w Rupieciarni 2, przy ul. COP 38, tel: 15 642 62 36" - można przeczytać na fp Miejskiego Zakładu Komunalnego w Stalowej Woli.  


"Zasady funkcjonowania Kącika Rzeczy Używanych są bardzo proste: zdający bezpłatnie oddaje przedmioty, a nabywca zabiera je za darmo, wypełniając jedynie dokument nieodpłatnego nabycia. Jeśli przedmiot nie znajdzie nabywcy w ciągu trzech miesięcy, trafia do strefy odpadów i jest właściwie zagospodarowany." Serce roście.



W Europie takich punktów, wspieranych przez system, jest dużo więcej. W niektórych wystawione przedmioty można przygarnąć za darmo, w innych płaci się jakieś małe pieniądze. Jest nawet na ten temat taka ładna prezentacja, gdyby ktoś się bardziej tematem zainteresował i próbował go sprzedać lokalnym urzędom. Ja w tym roku podjęłam próbę i zgłosiłam projekt utworzenia kącika przy PSZOKu do Budżetu Obywatelskiego Opola, ale wyników jeszcze nie ma... Pożyjemy, zobaczymy :-)


25.10.2016

Kręgi Kobiet

Dziś na blogu trochę prywaty, ale najpierw tytułem wstępu:
Cierpię na pewną przypadłość, to się chyba nazywa społecznikostwo czy aktywizm. Albo jakoś inaczej, ale równie dziwnie (animator społeczny?). Przysięgam, że kiedyś tego nie miałam. Owszem, podpisywałam jakies petycje, chodziłam na demonstracje, rozdawałam ulotki, ale zawsze ktoś inny był organizatorem lub przewodniczącym zgromadzenia. Potem urodziłam Dziecko i wszystko się zmieniło :-) Nie było w Opolu klubu mam? To go założyłam. Nie było warsztatów takich, śmakich i owakich? To je zorganizowałam. Nie było Mamoteki, Dnia Ziemi, Ekobazaru, kooperatywy, grupy freecyklingowej, Kuchni Społecznej, Tygodnia Weganizmu, uchwały antycyrkowej? No to zakładałam, prowadziłam, koordynowałam, niejednokrotnie plując sobie w brodę i zarzekając się, że już nigdy więcej. Niestety, to wraca. Ledwo zakończę jeden projekt, już się w głowie rodzi coś innego. Od jakiegoś czasu doceniam siłę kręgów i społeczności, bo wiadomo, że razem można więcej. Dopiero co więc zakończyła się Veganmania i urodzinowe wymianki Fundacji krakOFFska 36 (było bosko), a już urodził się nowy pomysł...  Błagam o pomoc!
Tym razem mam taką fantazję... Zorganizować w Opolu kameralny kobiecy festiwal z różnymi atrakcjami typu: tańce w kręgu, lalki Motanki i malowanie muralu (projekt by Ewa Sumlińska już jest!) z Gosią Kulczycką, kreatywne pisanie z Sylwią Chutnik, radykalne wyszywanie z Atakamakata, śpiew afrykański z Lydie Kotlinski i śląskie przyśpiewki z Iwoną Wylęgałą, Krąg Kobiet z Magdą Beztroską, chwastologia stosowana z Anną Rumińską + koncert, jakiego jeszcze w Opolu nie było (Pochwalone, Same Suki, Jajnikiss). I oczywiście wymianki, i spacery zielarskie i wiele innych atrakcji (pomysłów jest już naprawdę dużo).



Samo się nie sfinansuje, stąd prośba o głosy w Społeczniku na projekt Kręgi Kobiet. Was to nic nie kosztuje, a nam może pomóc :-) "Każdy/a może oddać 1 głos dziennie, jednak nie więcej niż 10 ogółem przez cały czas trwania Konkursu." Trzeba się albo zarejestrować w Społeczniku albo głosować przez fb. Do 7.11. Szanse są niewielkie, bo konkurencja spora, a granty ostatecznie dostaną tylko 3 pomysły, ale no risk - no fun :-)
Z góry dzięki :-*

14.10.2016

Transfer na drewno - DIY

Wracam po dłuższej przerwie spowodowanej Veganmanią (i nie tylko). Ale już odetchnęłam, było świetnie, ludzi w bród, jedzenia i atrakcji dostatek.

Pełna fotorelacja tutaj.
Następna Veganmania odbędzie się w Krakowie, 6 listopada w Forum Przestrzenie (tam gdzie był przedostatni zjazd kooperatyw spożywczych). Fajne miejsce, więc polecam :-)
***
A teraz w ramach nadrabiania zaległości przedstawiam krótką relację z warsztatów transferu na drewno, na której zgodnie z nazwą zajęć przenosiliśmy obrazki/nadruki na drewno. Ja trochę monotematycznie, ale to było jeszcze przed Veganmanią :-)


Wcześniej poznałam metodę transferu z rozpuszczalnikiem (wydruk+rozpuszczalnik), tym razem używaliśmy kleju typu Magic lub Vikol (taki, który po wyschnięciu staje się przezroczysty).
Sprawa jest prosta, potrzebne wam będą:
  • deseczka lub coś innego o gładkiej powierzchni
  • wydruk grafiki na drukarce laserowej w odbiciu lustrzanym (szczególnie ważne przy napisach)
  • klej
  • pędzel
  • wałeczek (niekonieczny, ale dobrze, żeby był)
  • gąbeczka/ściereczka i woda
Tutoriali jest pełno w sieci, więc powiem tylko, że najlepiej się nie spieszyć, niech ta kartka naklejona na deseczkę dobrze wyschnie (minimum godzina na słońcu, można też podsuszyć suszarką, a najlepiej zostawić na noc). Nie róbcie też tego co ja i nie zaznaczajcie sobie ołówkiem, gdzie przykleić kartkę, bo ślady ołówka pokrytego klejem trudno jest usunąć :)
Transfer, jak prawie wszystkie prace ręczne, wciąga i daje radochę. Może też być niezłym pomysłem na prezent (tak, wiem, do świąt jeszcze kupa czasu, ale można już zacząć myśleć).


I jeszcze bonusowo 50 sposobów na transfer, na listę to-do :-)

20.09.2016

Dlaczego lepiej posadzić drzewo niż kupić samochód

Robię drugie podejście do e-learningowego kursu o permakulturze, może tym razem uda się skończyć :-)
Oglądam i czytam z zaciekawieniem, a tam taka idea:
z punktu widzenia projektowania permakulturowego nasze inwestycje możemy podzielić na trzy kategorie: degeneracyjne, generacyjne i regeneracyjne.
I przykładowo kupno samochodu należy do tej pierwszej - co prawda zyskujemy natychmiastową możliwość przemieszczania się, ale auto nieustannie traci na wartości, musimy ciągle dokładać pieniądze na paliwo czy naprawy, a na samym końcu za zezłomowanie. No, i degenerujemy środowisko za sprawą emisji spalin i CO2.
Tradycyjna uprawa zbóż lub warzyw to przykład projektu generacyjnego - wkładamy naszą prace i nasiona, otrzymujemy plony, ale na koniec zostajemy w punkcie wyjścia i w następnym sezonie całą pracę musimy wykonać od początku.
Z kolei posadzenie drzewa - kosztuje nas sadzonkę i pracę, ale... Zyskujemy nie tylko owoce, cień, miejsce życia dla ptaków i owadów, nasiona, drewno, ale także tlen i lepsze warunki życia. Jest jeden minus - trwa to wiele lat, więc możemy nie doczekać jego dobroczynnych efektów.



To było tyle na temat permakultury :-) Poza tym trwa właśnie Tydzień Zrównoważonego Transportu. Moje miasto sie jakoś szczególnie nie popisało. Byl jakiś festyn, jakieś warsztaty, gdzies, ponoć. No, i  w piątki kierowcy mogą za darmo jeździć komunikacją miejską. Ale uwaga - tylko kierowcy (a co z resztą rodziny/pasażerów?) i nie wystarczy prawo jazdy, muszą mieć przy sobie także dowód rejestracyjny pojazdu i dokument o przeglądzie technicznym :-/ Ciekawa jestem, czy ktoś w ogóle z tej ulgi korzysta przy takich wymaganiach...


Za to ja dziś jechałam autobusem (kupując wcześniej normalny bilet za 2,60zł). Odzwyczaiłam się od komunikacji miejskiej, bo gdzie mogę, to chodzę piechotą, a na szczęście mieszkam blisko centrum. Ale tym razem dystans był trochę za duży. Rozkład jazdy rozczarował, a raczej bus nie wpasował się w niego - 10 minut opóźnienia groziło, że i ja się spóźnię na umówione spotkanie, więc w końcu wsiadłam w jakiś inny numerek jadący z grubsza w pożądanym kierunku, a resztę drogi przeszłam na nogach. Bardzo ekologicznie :) Za to na przystanku poznałam miłą dziewczynę, która mnie zagadnęła o dready i od słowa do słowa wymieniłyśmy się numerami. Może więc i ta komunikacja miejska ma jakieś zalety :-)
Na dowód kilka przytulnych przystanków:
- Białołęka:


- Norwegia

- Australia

 Przysyłajcie swoje ulubione :-)


17.09.2016

Fanimani - pomagaj kupując

Kiedy ostatnio kupowałaś/eś coś przez internet? Ja wczoraj :-) Kupiłam e-booka "Sekretne życie drzew", ale recenzja będzie kiedy indziej. Dzisiaj z kolei chciałam kupić koszulkę, bo były happy hours w koszulkowo.com, ale w ostatniej chwili jednak pomyślałam, że nie potrzebuję przecież kolejnej koszulki i zrezygnowałam...
Zmierzam jednak do tego, że kupując coś przez internet można jednocześnie wspierać wybrane organizacje, nie dopłacając dodatkowo ani grosza. O FaniMani.pl wiedziałam już od jakiegoś czasu, ale zerejestrowałam się w zeszłym tygodniu. I żałuję, że tak późno, bo okazało się, że księgarnia Woblink, gdzie zazwyczaj kupuję e-booki jest partnerem Fanimani, a to oznacza, że 4,5% z moich zakupów przeznaczanych jest na organizację, którą wczesniej wybrałam, czyli Otwarte Klatki.



Sam proces rejestracji jest prosty i namawiam każdego, bo w końcu to nic nie kosztuje. Jeśli dodatkowo skorzystacie z tego linku - klik, to Otwarte Klatki otrzymają dodatkowo 5zł, z góry dzięki :-)
Potem już możecie wybrać dowolną organizację, którą chcecie wspierać. Aby pamiętać, które sklepy są partnerami FaniMani, można zainstalować wtyczkę/przypominajkę. Bardzo się przydaje, bo automatycznie wyświetla wiadomość przy wejściu na stronę jakiegoś sklepu, czy należy on do FaniMani.


A wybór jest spory - przez księgarnie, drogerie, RTV, Groupona, Tchibo, Pakamerę po sieci komórkowe (np. Orange, Play) czy firmy ubezpieczeniowe. Ponad 800 sklepów i możliwości pomagania. Just do it :-)

10.09.2016

Wege koszulki

Właśnie wpadłam w wir przygotowań do pierwszej opolskiej Veganmanii. Organizacja takiej imprezy to prawdziwe wyzwanie, ale póki co, idzie nam nieźle.



Jedną z atrakcji będzie możliwość ozdobienia sobie koszulki lub torby jakimś wege-szablonem. Zrobiłam więc mały research sieci pod kątem fajnych wege haseł i jest tego sporo. Poniżej moi faworyci :-)

Dziś wege, jutro homo do nabycia tu: madmonk.pl

 


 
stąd: Etsy buckmoonshirts
 

 
stąd: vegemoda.pl

03.09.2016

Post Daniela, koniec wakacji

Tydzień temu żem zakończyła prawie miesięczne doświadczenia z tzw. postem Daniela/dietą dr Dąbrowskiej. Przez 26 dni jadłam tylko niskoglikemiczne warzywa i 3 owoce - jabłko, grejfrut i cytrynę. Poza tym zero tłuszczu, białka, cukru, glutenu, i wszelkich używek (herbata, kawa, alkohol, tytoń), co dla mnie oznaczało m.in. odstawienie ginger honey lemon tea (piłam kilka razy dziennie) i nieustającą miesięczną tęsknotę za ziemniakami, awokado, oliwkami i kanapką z jakąś pastą strączkową. Koniec końców jednak nie było tak źle i pewnie gdyby nie wesele kuzynki, a na nim kuszący wegański catering, to pościłabym jeszcze dłużej.


Moją początkową motywacją było, no cóż - schudnięcie. Mimo, że od kilku lat odżywiam się wegańsko, to, nie wiadomo kiedy,  przytyłam więcej niż bym chciała. Złożyło się na to kilka czynników - m.in wegańskie słodycze (ach, czekolada z masłem orzechowym...), popijanie piwka wieczorami (ach, Sommersby kwiat bzu), wieczorne zajadanie smuteczków (ach, smażone comfort food), a także - zbyt duża ilośc wegańskich blogów kulinarnych :-P
Na post wskoczyłam bez dłuższych przygotowań, a im dłużej czytałam o jego prozdrowotnych zaletach, tym bardziej mi się podobał, a zrzucanie wagi przestało być głównym celem.
Poza tym mamy właśnie tę cudowną porę roku, kiedy pomidory mają smak, a cukinie i dynie są tanie. Z ograniczonej liczby dozwolonych warzyw i owoców można stworzyć pokaźne menu, tym bardziej, że w grę wchodzą również kiszonki i soki warzywne. A zupy i leczo bez tłuszczu też dobrze smakują :-)

Co mi dał post:
- większą kreatywność w kuchni (np. zielona zupa z ogórków gruntowych, cukinii i kapusty)
- nowe smaki - np. kiszona marchewka, kiszone pomidory
- jem więcej surowizny
- przekonałam się do grejfruta, o którym zawsze myślałam, że jest gorzki. Nie jest.
- zaczęłam używać większej ilości różnych przypraw (suszona cytryna, mieszanki curry, pieprz ziołowy, kozieradka), które dotychczas kurzyły się w kuchennej szafce
- przestałam tyle solić
- piję więcej wody (z cytryną albo octem jabłkowym albo na gorąco z imbirem i kurkumą) i różnych ziółek (mieszanka Kuby Babickiego, pokrzywa z cytryną, niepokalanek)
- mycie naczyń po beztłuszczowych potrawach to kwestia opłukania ich wodą - warto :-)
- zdrowotnie? Na pewno poprawił się stan skóry,  wyciszyła sie zmiana AZS na kolanie, zniknął cellulit, cera wygładzona i miękka, dobrze mi się spało i miałam/mam dużo więcej energii, niż w czasach sprzed postu
- codziennie ćwiczyłam jogę, minimum 20 minut rano i wieczorem, a raz w tygodniu sesja 1,5 godzinna, więc zauważyłam różnicę - nie garbię się i nie bolą mnie plecy
- na wadze 5kg mniej :-) Niby nie tak dużo (zwłaszcza, kiedy porównuje się te wyniki z innymi osobami na poście), ale wróciłam do wagi, z którą czuję się dobrze (i do cyfry 5 z przodu), a stare spodnie znów się dopinają :-)

Teraz najważniejsza rzecz przede mną - utrzymanie nowych nawyków i rozważne wychodzenie z diety.
Gdyby ktoś chciał spróbować, to polecam najpierw zapoznać się z wykładam dr Dąbrowskiej, jej książeczkami i FAQ na stronie Akademii Witalności
Było to ciekawe doświadczenie dla ciała i ducha i na pewno jeszcze do tego wrócę.

30.08.2016

Rokiś a ekologia

Pamiętacie taką bajkę Joanny Papuzińskiej "A gdzie ja się biedniuteńki podzieję?". O diable Rokicie, który musiał się przenieść do miasta, bo wycięto wszystkie wierzby przy drodze i nie miał gdzie mieszkać?


Odświeżam sobie lektury z dzieciństwa przy okazji wieczornego czytania Dziecku i czasem natrafiam na wątki, które jak ulał pasują do określenia edukacja ekologiczna. W 1981, kiedy wydano Rokisia, słowo ekologia odnosiło się jedynie do nauki o ekosystemach i nie było łączone z sozologią, czyli nauką o ochronie środowiska. Kilka(naście) lat później wszystko się pozamieniało i teraz eko jest synonimem starań o ochronę przyrody, a jeszcze częściej jest równoznaczne z greenwashingiem. Ale to inna historia, wróćmy do Rokisia.
W czasach kiedy Joanna Porazińska pisała bajkę o łobuzerskim czorcie, nie było jeszcze telefonów komórkowych, komputerów ani internetu. Dzięki temu Dziecko może się dowiedzieć, że butelki były cennym surowcem, naczynia myło się ręcznie, korzystano z maszyny do pisania zamiast komputera, a wiedzy szukano w encyklopedii i bibliotece.
Ale już wtedy wycinano drzewa przy nowych drogach (lęk przed drzewami mordercami ma jak widać ugruntowaną tradycję), po tychże jeździły samochody (ale przeważnie korzystano z transportu zbiorowego), już wtedy dymiły kominy i choć nikt nie mierzył czystości powietrza, to z pewnością przekraczało normy dla pyłu zawieszonego PM10. Dlatego można Rokisia czytać zarówno jako bajkę historyczną z realiami PRLu dla najmłodszych, jak i ekologiczną.



Zwłaszcza w trzeciej części cyklu, czyli "Rokiś i kraina dachów", znajdziemy takie opisy: "Wszystko tu było zapylone i czarne, ponieważ w większości domów stały staromodne kaflowe piece, w których każdy mieszkaniec musiał sam sobie palić węglem. (...) Kiedy się pokroiło śniegową pryzmę na brzegu chodnika - wyglądała ona jak torcik-stefanka - ciemna warstwa, a potem jasna, i ciemna, i znów...
Dopiero na wiosnę śnieg i pył węglowy mieszały się ze sobą i spływały brunatną strugą pod ziemię, przez dziury w żelaznych kratach.
Ale węgiel i tak wygrywał. Zostawał na chodniku, murach, balkonach i szybach. A także w ludzkich nosach i płucach."

No, cóż - dla dzieci jest to dużo mniej ciekawe niż przygody Kaśki i Rokisia, ale nam pozostaje zainteresować się tematem smogu, a zwłaszcza dobrych praktyk (zebranych na stronie Polski Alarm Smogowy).

23.08.2016

Publikacje nie tylko na wakacje

Nie wiem, czy zaglądacie do działu "ekopublikacje", ale co jakiś czas wrzucam tam nowe linki do bezpłatnych broszur, e-booków czy poradników dostępnych w sieci.
Np. na stronie The Zeitgeist Movement Polska można przejrzeć broszury Ogród owocowy na 300 metrach kwadratowych oraz Ogród warzywny na 200 metrach kwadratowych.
 Jeśli chodzi o florę, to Łukasz Łuczaj uwolnił niedawno treść swojej książki "Dzikie rośliny jadalne Polski". Korzystajcie :-)


Polecam wam także publikację ODE Źródła "W dziką stronę", na temat edukacji przyrodniczej.

Z innej bajki - poradnik-kolorowanka na temat odpadów w kanalizacji, czyli Sedes to nie kosz na śmieci
Dla majsterkowiczów z kolei mam broszurę Greenpeace'u "Hotele dla dzikich zapylaczy. Zrób to sam", Budowanie z konopi Cohabitatu oraz ich magazyn WyTwórcy:


I jeszcze coś o żywności, czyli książka Marcina Gerwina "Żywność przyjazna dla klimatu":

 oraz e-booki z wegańskimi przepisami Dobre decyzje:

Smacznej lektury!