23 mar 2017

Póki rzeki nie zginęły (Dzień Wody 2017)

W Polsce rzeki i woda traktowane są po macoszemu, a tymczasem w Nowej Zelandii rzeka Whanganui dostała prawa istoty ludzkiej, ponieważ plemię Maori traktuje ją jak swojego przodka.
To chyba pierwsza rzeka na świecie, której przyznano takie prawa, ale za przykładem Nowej Zelandii poszły zaraz Indie, które przyznały prawa istoty ludzkiej swoim świętym rzekom - Gangesowi i Jamunie. Obie zresztą tego naprawdę potrzebują, ze względu na ogromne zanieczyszczenie i brak jakichkolwiek regulacji w zakresie ochrony środowiska w Indiach. Ponieważ sprawa jest świeża, to nie wiadomo jak będzie wyglądało wykonanie tego prawa w praktyce, ale mogłabym te dwie wiadomości czytać bez końca, są promykiem nadziei, że można wyjść poza antropocentryzm.



Życzę Odrze i Wiśle, Warcie, Bugowi i wszystkim rzekom świata, żeby szanowano ich bieg i nie regulowano w imię ekonomii i Świętej Przepustowości, tylko traktowano jak żywe istoty.
I oczywiście myślami jestem z protestującymi w Standing Rock.

Czas przytoczyć pieśń, która nieodparcie kojarzy mi się ze spotkaniami Rainbow Family. "The River Is Flowing"  - napisana w 1970 przez Sun Bear, członka ludu Chippewa.



***
Inne posty o wodzie:
Ekomarzanna, woda, wiosna
Po prostu woda
Nie lej wody
Wody!
Woda z mózgu
Oszczędzanie wody

21 mar 2017

Matki Polki na wyrębie, czyli witaj polska wiosno

Nawet nie chcę liczyć, który to już post na tym blogu, w którym ubolewam nad  Lex Szyszko. Wycinka drzew trwa w najgorsze. Nie ma dnia, żebym nie słyszała/czytała/widziała informacji z najnowszych wycinek w kraju.
Równolegle trwa też akcja Matki Polki na wyrębie zainicjowana przez Cecylię Malik jako performans matek karmiących swoje dzieci na ściętych pniach.




Protestowały już w Krakowie, Białymstoku, Katowicach, dzisiaj w Warszawie. 
Każdy może dołączyć, nie trzeba mieć dziecka :-)



Można też (a nawet trzeba) podpisać petycję Uratujcie drzewa: www.uratujciedrzewa.pl
Chciałabym wierzyć, że to pomoże...

***
Jest w tym jakiś ponury symbol, że człowiek rozumny
właśnie z drewna, a nie z plastiku, produkuje trumny...

Dezerter oczywiście 

19 mar 2017

Domki dla owadów

Oj dzieje się, dzieje.
O pszczołach i domkach dla zapylaczy już kiedyś pisałam, ale co innego pisać, co innego robić :-)
W ramach projektu Drugie życie rzeczy, który od miesiąca nadaje sens moim weekendom, odbyły się kolejne warsztaty DIY,. Tym razem z dużym udziałem dzieci, które z zapałem robiły domki dla owadów.
Powstały cudeńka:

Więcej fotek od Natalii na fp fundacji krakOFFska36.

Wracając do domków - warto zapoznać się wcześniej z wywiadem na stronie fundacji Bios Amigos: Hotele dla owadów - dobra praktyka czy bezmyślna moda. Bo nawet tak szlachetna rzecz jak domek dla owadów może okazać się kompletnie niepotrzebny, a nawet szkodliwy.
Ważna jest lokalizacja, czyli takie umieszczenie domku, żeby owady miały blisko do pokarmu (na łące, w parku, w ogródku - ok) i w miejscu nasłonecznionym (w kierunku południowym lub południowo-wschodnim) i zadaszonym. Niestety nawet poprawnie zlokalizowany domek ma niewielką szansę zostać rzeczywistym owadzim schronieniem. Szacuje się, że zaledwie kilka procent hoteli zostaje zamieszkanych przez zapylaczy.
Ale ponieważ pełnią rolę edukacyjną, więc mimo wszystko - warto.


5 mar 2017

Lampy z butelek

Tak jak wspominałam ostatnio, wczoraj na warsztatach "Drugie życie rzeczy" robiliśmy lampy z butelek. Tzn. tym razem sobie odpuściłam robienie czegokolwiek, bo dźwięk przecinanego szkła jest dla mnie barierą nie do pokonania. Ale obserwowałam wszystko, co się działo i mogę wam streścić :-)

  • Najpierw gromadzimy odpowiednią ilość butelek, powiedzmy po winie (niektórzy na tym etapie kończą projekt), ponieważ szkło lubi pękać podczas przecinania, więc lepiej miec kilka w zapasie. 
  • Usuwamy etykiety (namaczanie konieczne), suszymy. 
  • Przystępujemy do nacinania - nożykiem do szkła, po równej linii, podczas tej akcji należy butelkę unieruchomić. Na warsztatach do tego celu używaliśmy specjalnej maszynki DIY by Radek. 
  • Potem - naciętą linię należy dwa razy okręcić bawełnianą nitką zanurzoną wcześniej w acetonie (lub zmywaczu do paznokci). 
  • Przechodzimy nad kubeł z zimną wodą i trzymając butelkę za szyjkę poziomo, podpalamy sznurek - staramy się to zrobić równomiernie z każdej strony, żeby płonął w tym samym czasie na całym obwodzie. Kręcimy butelką nad wiadrem, aż usłyszymy charakterystyczny dźwięk :-) wtedy zanurzamy butelkę w wodzie, dolna część odpada, oglądamy, czy jest równo. 
Zarówno na tym etapie, jak i na wcześniejszym (nacinanie) może się zdarzyć, że butelka pęknie...

  • Jeśli operacja się udała, zakładamy rękawice ochronne i bierzemy papier ścierny (na początek grubszy, potem drobnoziarnisty) i szlifujemy brzegi butelki w miejscu przecięcia. Kiedy już nam nie grozi skaleczenie, bierzemy oprawę/gniazdo lampy i mocujemy w butelce, można przy pomocy sznurka. Wkręcamy żarówkę i voila - lampa gotowa :-)
efekt końcowy by Gabrysia

fotki: Ewelina Szmyd


A Bubowy mąż to jeszcze inne lampy z butelek robi - stojące! Do obejrzenia tu: bajdocja.blogspot.com . Pozdrawiam :-)


26 lut 2017

Drugie życie rzeczy

Czasami coś mi w życiu wychodzi, chociaż ostatni rok był dosyć kiepski, jeśli chodzi o projekty. W zasadzie był naprawdę kiepski. Napisałam lub współpisałam chyba z 5 wniosków na różne działania - głównie warsztaty - żaden z nich nie przeszedł. Ale w grudniu zeszłego roku okazało się, że jednak jeden z nich, wysłany bez większych nadziei - znalazł uznanie w oczach komisji i jest - wczoraj ruszył projekt "Drugie życie rzeczy" w ramach konkursu grantowego Fundusz Dobrej Energii (prowadzony przez fundację Nasza Ziemia i spółkę Gaz System).


I teraz żałujcie drodzy czytelnicy Ekomanii, że nie mieszkacie w Opolu (albo cieszcie się i radujcie, jeśli tu mieszkacie), bo będą się działy rzeczy niezwykłe :-)
W planach jest cykl 10 warsztatów upcyklingowych, 3 spotkania wymiankowo/freecyklingowe, organizacja Dnia Ziemi jak się patrzy oraz zbiórka baterii.
Zacieram łapy z radości, tym bardziej, że pierwsze warsztaty pięknie się udały (choć było trochę zimno).
Robiliśmy na nich litery z kartonu, takie porządne, 3D. Technika podobna jak przy meblach z kartonu i równie pracochłonna. Zrobienie jednej litery (było to O) zajęło mi jakieś 3 godziny. I cieszę, że się, że nie wybrałam B albo A, a poczatkującym polecam wybrać I :-)
W każdym razie był fun, było dużo pracy z nożykami do tapet i z klejem na gorąco, ale udało się.


Za tydzień zapraszam na robienie lamp ze szklanych butelek, potem na półki z palet, a jeszcze potem na domki dla owadów, i tak do końca maja coś fajnego :-) Szczegóły na fp fundacji krakOFFska 36, w dziale wydarzenia.

Jeszcze podrzucam kilka linków i inspiracji literowych:




 
  • Oh Happy Day - pinata - w tym wypadku nie trzeba kleju na gorąco, wystarczy taśma klejąca, a efekt i tak powalający 
  • Attention to Balance - litera z pudełka po płatkach, też bez użycia kleju na gorąco, oblepiona papier mache i zdekupażowana :-)
  • Apex Elementary Art - technika mieszana, trochę kleju na gorąco, kubeczki (wucerolki też by się nadały) i papier mache
  • Welke.nl- owijanie liter włóczką pozwala świetnie ukryć wszystkie niedociągnięcia. Wypróbowane, potwierdzone.
  • digitprop.com - cały alfabet (bez polskich znaków), wzory do wycięcia i sklejenia, literki małe, ok. 6cm wysokości, wystarczy zwykły klej 
***
A jeśli macie chęć pomóc mi w innej sprawie, o której już pisałam kiedyś, to będę wdzięczna. Kręgi Kobiet już za miesiąc i każda złotówka się przyda.
Kłaniam się!


22 lut 2017

Zrób coś z tymi książkami!

Tak, wiem, niektórzy mają do książek stosunek nabożny, który częściowo rozumiem. Ten wpis nie jest dla was.
Bo co zrobić z tymi wszystkim starymi podręcznikami, przewodnikami, broszurami, romansami i książkami-potworkami, których nikt już nigdy nie będzie czytał?
Można spróbować dać im nowe życie poprzez sztukę :-)
Na przykład  - wiersze, sposób: Blackout Poetry (na kartce zaczerniamy większość słów, zostawiając tylko te, które tworzą jakiś nowy sens)



C.B Wentworth, na kartce z książki The Saint Intervenes by Leslie Charteris (1934)
Special Note: This poem is read from bottom to top.

A tu instrukcja tworzenia Black Out Poetry (po angielsku), w internetach znaleźć można sporo przykładów.

 Inne pomysły?
Okazjonalne instalacje, jak np. Book Fellow z wystawy sklepowej Manchester Harvey Nichols:



Obrazy (by Ekaterina Panikanova):


Czy rzeźbo-wycinanki:


***
Inne wpisy o książkach:
Drugie życie książki
Sposób na książki
Książek czar
Sens istnienia książki telefonicznej

18 lut 2017

Konkurs

Cześć i czołem.
Osoby, które tu regularnie zaglądają, pewnie zauważyły, że od jakiegoś czasu zmagam się z bannerem/nagłówkiem bloga. Stary już mi się znudził, zaprojektowany przez Córkę nie pasował wymiarowo, dziś więc dla odmiany wrzuciłam jakiś swój stary kolaż, jednak docelowo bym chciała coś innego, coś fajnego, coś związanego z kilmatem Ekomanii. Pomóżcie!




Konkurs nie ma regulaminu, propozycje ślijcie na nashle[małpa]gazeta.pl, każdą rozważę. Wymiary bannera: 960x390 pikseli. Technika dowolna.
Nagrody - niespodzianki :-) Mam trochę książek z kategorii eko/wege, mam niszczarkę do dokumentów na korbkę (bardzo eko, prawie nieużywana), mogę też coś u siebie zareklamować, napisać artykuł/wywiad/post na zamówienie, przeprowadzić lekcję czeskiego na Skypie, mogę też do kogoś zadzwonić i zaśpiewać śląską pieśń żałobną "Wszystkie gospodynie wyganiają świnie" :) Możliwości jest dużo, zwycięzca wybiera.
Czas trwania konkursu - aż zobaczę grafikę, która do mnie przemówi. Dla deadline'owców jednak powiedzmy, że czekam do 15 marca.

Plus kilka obrazków zupełnie niezwiązanych z konkursem, z mojego Pinteresta:



12 lut 2017

Z tęsknoty za zielenią

Wyszywanki, hafty, zabawy z igłą i nitką - wszystko z tęsknoty za lasem i zielenią. Sztuka tamborkowa (hoop art) ma się dobrze.

Emma Mattson poszła w mech:



 Francine Leclercq w drzewa:





Ana Teresa Barboza  w dzikie krajobrazy:



Sarah K. Benning wyszywa rośliny pokojowe:


Veselka Bulkan, czyli Little Herb Bouquet specjalizuje się w warzywkach:


A Jo Butcher w kwiatach polnych i łąkowych:



Mogłabym przeglądać te strony godzinami. Jest to jakiś plan na emeryturę :-)


31 sty 2017

Filmy na grypę

Wirus grypy sponiewierał Ekomanią. Daaawno już się tak źle nie czułam, ale miejmy nadzieję, że najgorsze już minęło. Oczywiście nie ma tego złego, bo w końcu jest okazja, żeby otworzyć wszystkie słoiki z zachomikowanymi od lata miksturami zielarskimi. Syrop z mniszka na kaszel, sól z pędami sosny (do inhalacji) i syrop z tychże na kaszel i katar. Niech zadziałają.



Czas na chorobowym jest specyficzny - ciągnie się i zapętla, i nic konkretnego nie da się zrobić... Czytanie męczy oczy, leżenie potęguje kaszel, w nocy nie można zasnąć, w dzień wręcz przeciwnie. Próbowałam słuchać audiobooków, ale mój kaszel zagłuszał lektora. W końcu postanowiłam nadrobić zaległości filmowe, jednak z uwagi na chorobę, musiałam zrobić selekcję. Nie przeżyłabym żadnych dołujących i drastycznych filmów (wystarczy, że grypa taka właśnie jest), dramatow psychologicznych, thrillerów, wojennych, historycznych, zbyt intelektualnych itd.
Padło więc na Recycling Lily (tylko ze względu na słowo Recycling i kolor różowy) oraz na Captain Fantastic (polecany gorąco przez różnych znajomych w internetach).

Recycling Lily - urocza, bezpretensjonalna komedia, bardzo w stylu "Amelii". O pewnym pracowniku służb recyklingowych i jednej syllogomaniaczce, ktorych - rzecz to niesłychana - połączyło uczucie :-) Niech was nie zwiedzie niska ocena na filmwebie i brak recenzji, moim zdaniem warto obejrzeć.


Drugi film, czyli Captain Fantastic, to już trochę cięższy kaliber, choć mnóstwo w nim doskonałych scen komediowych. Nie jest to jednak komedia, tylko naprawdę dobrze zrobiony film o odwiecznym dylemacie, czy nie lepiej by było "rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady" (w tym przypadku w inną amerykańską głuszę), zostawiając za sobą cywilizację i kapitalistyczny system, którym się gardzi. Ten film obowiązkowo powinni zaliczyć wszyscy rodzice, którym się marzą leśne przedszkola, edukacja domowa, czy szkoły demokratyczne dla swoich dzieci. Aaa, no i pokochacie bohaterów :-)





Oba filmy można obejrzeć on line w polskich wersjach językowych. Jeśli znacie jakies inne filmu na grypę - dajcie znać.

21 sty 2017

Spieszcie się czytać Anaruka, klimat się zmienia...

Czytamy z Córką "Anaruka - chłopca z Grenlandii", nie do wiary, że to wciąż lektura szkolna [nie polecam broszurowego wydania - fatalna edycja, pełno literówek]. Archaiczna w równym stopniu co "Puc, Bursztyn i goście" :-)
Minęło ledwie kilkadziesiąt lat, a niewiarygodnie ciężkie życie Inuitów (zwanych w książce politycznie niepoprawnie Eskimosami) zmieniło się nie do poznania. Na lepsze i na gorsze jednocześnie. Inuici, którzy żyli z łowiectwa [trudno nam się czytało o zabijaniu fok, niedźwiedzi i innych wielorybów], zostali w latach 70-tych przesiedleni do blokowisk i teraz ich głównym zajęciem i bolączką, jest picie alkoholu oraz depresja (wysoki wskaźnik samobójstw). Nie muszą już polować dla mięsa i tłuszczu, nie chodzą odziani w skóry zwierząt, nie walczą o przetrwanie w swoich igloo. BTW - wiedzieliście, że Grenlandia była kiedyś częścią Unii Europejskiej (jako autonomiczne terytorium zależne Danii), ale z niej wystąpiła w 1985?? Bo ja nie :-) Więcej o życiu współczesnych mieszkańców Grenlandii przeczytacie tu: www.hornsund.igf.edu.pl (strona Sylwii i Tomasza Moczadłowskich to prawdziwa kopalnia wiedzy).



A że na Grenlandii rosną truskawki, wiedzieliście? To sprawka wydłużonego okresu wegetacyjnego na skutek globalnego ocieplenia. I chyba jedyny z pozytywnych skutków tegoż, bo poza tym porażka - topniejący lód, zanieczyszczone wody (= zatrute mięso), zmiany klimatu (więcej o tym tu) to na Arktyce prawdziwy problem. O tym wszystkim nie pisał Centkiewicz...Więc jeśli spojrzeć na to z innej strony, to  "Anaruk" jest dowodem na to, że klimat rzeczywiście się zmienił - w ciągu ostatnich lat średnia temperatura na Grenlandii wzrosła o ponad 30 stopni! To oznacza, że w lecie zdarzają się temperatury +20 stopni, toż to prawie jak u nas.


Niestety nie wiem, co można zrobić jeszcze w tej sprawie oprócz ubolewania na blogu i codziennego ekożycia. Nie tracić nadziei, że politycy sie ogarną? Podpisywać kolejne petycje, brać udział w kolejnych protestach? Uczyć, uświadamiać, pokazywać? Zróbmy to.

14 sty 2017

Bal przebierańców - kostiumy #5

Tym razem konkurs na najlepsze przebranie wygrywa Pan Grzyb (konkretnie Amanita Muscaria):

(Na tej stronie The Cardboard Collective w ogóle dużo fajnych pomysłów można znaleźć :-) )
W podobnym klimacie jest też Pan Dmuchawiec:



A w zupełnie innym Dziecko Meduza:


A że przebieranki sa dla wszystkich, niezależnie od wieku, niech zaświadczą fotki moich niezłomnych rodziców, którzy w tym roku w stylizacji krakowskiej, wbiegli na metę zimowego biegu Pielgrzym na Górze św. Anny:


I kilka archiwalnych z corocznego balu przebierańców w czeskich górkach (który, nota bene, sami sobie organizują):

 Żaba i Bocian

Rumcajs i Hanka:


Żwirek i Muchomorek:






***
Pozostałe wpisy karnawałowe:

Kostiumy: drzewo
Kostiumy: dzieci
Kostiumy: skrzydła
Kostiumy: dodatki

10 sty 2017

Slow Life - w swoim tempie

Wczoraj skończyłam czytać Slow Life. Zwolnij i zacznij żyć Joanny Glogazy (tej od Slow Fashion), więc na świeżo chcialam się z wami podzielić wrażeniami z lektury (bo jak nie teraz, to pewnie już nigdy).




Zacznijmy od plusów - książka jest ładnie wydana, dokładnie tak jak wyobrażam sobie ideę slow life - stonowana, szara (gołębiowa) okładka, przyjemny papier, rozmiar czcionki, wyróżnienia rozdziałów, lajfstajlowe fotografie itp.
Podobnie wyważona jest treść, lektura jest jak pływanie żabką (babską żabką oczywiście, bez zanurzania głowy) po gładkim jeziorze, żadnych fal, trudnych miejsc, ładne widoki i relaks na plaży. Niby ok, ale nie wciąga (jak Pochwała powolności) i nie chce się po niej zmieniać życia (jak po mniej), czy choćby posprzatać (jak po Magii sprzątania)...
W książce znajdziecie natomiast kilkanaście stron z ćwiczeniami coachingowymi (typu "wypisz rzeczy, które sprawiają ci radość"), kilka wywiadów z blogerami, wyznania autorki na temat jej drogi do slow life + rozważania, jak wprowadzić je w życie, czyli zorganizować czas, przewartościować priorytety, znaleźć swoją pasję itp. Jednym słowem - poradnik dla osób, które zaczynają się interesować tematem i chcą sobie niektóre rzeczy poukładać.
Do mnie nie przemówiło i niczego nowego lektura nie wniosła. Może gdybym przeczytała ją 10 lat temu, to byłaby dla mnie objawieniem, no ale jednak nie. Natomiast bez wyrzutów sumienia oddaję do biblioteki, może przemówi do kogoś innego :-)


7 sty 2017

Muzyka ze śmietnika cz. 2

Przy sobocie zapraszam na kolejną część inspiracji dotyczących własnoręcznie robionych instrumentów muzycznych. W zasadzie instrumenty to określenie na wyrost, ale na pewno są to przedmioty wydające dźwięki.


1. DIY kalimba/karimba z metalowych wsuwek do włosów (stąd)


2. Marakasy z jajek niespodzianek i łyżek (stąd)


3. Membranofon (stąd)


4. Mini bandżo (stąd)


5. Talerze z CD


6. Przeszkadzajka z orzechów - wygląda na mega ekologiczną :-) (źródło)



A ten pan wymiata (super pomysły na muzyczny plac zabaw):



I instrukcja dostrojenia bumrurek (jeśli ktoś zapragnie takie zrobić):


I bonusowo - do posłuchania i popatrzenia (a nwet wirtualnego zagrania na) - muzeum dźwięków, czyli bardziej lub mniej znane instrumenty ludowe/tradycyjne (np. gadułka, baraban i suka).


***
Inne wpisy na temat DIY instrumentów muzycznych:
Fletnia pana ze słomek
Muzyka ze śmietnika cz.1
Harmonijka

30 gru 2016

Ach, mój Borze - podsumowanie roku 2016

Przyszła pora na podsumowanie roku Ekomanii.
W sprawach osobistych był to dla mnie trudny czas, ale że kończy się dobrze, to i tego się trzymam. Nawet rozwód może być na zdrowie :-)

Jeśli chodzi o kwestie eko-społeczne, to 2016 był rokiem podpisywania petycji. Chyba jeszcze nigdy w życiu tak często nie podpisywałam różnych apeli, petycji i i listów otwartych, co w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Niestety.
Dużo złego dla polskiej przyrody zrobił w tym roku minister Szyszko - możecie go ocenić tutaj (choć prawdopodobnie nic to nie da, ale ulżyć sobie trzeba).




Możecie też podpisać apel NIE dla Rzeczpospolitej Myśliwskiej tutaj: Akcja Demokracja



Oby następny rok nie dawał nam tyle powodów do protestu...


Rok 2016 był rokiem nowych rzeczy i odkryć. Oto te najważniejsze:
  • kręgi kobiet - oprócz cyklicznych spotkań w kręgu, poznałam również tańce w kręgu i śpiew tradycyjny/ludowy. Polecam spróbować, nawet (a zwłaszcza) jeśli myślicie, że nie umiecie tańczyć i śpiewać. Takie zajęcia są chyba w każdym większym mieście, u mnie stały się częścią cotygodniowego grafiku popołudniowych wyjść. Uwielbiam i mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się zorganizować ten festiwal (niezależnie od wyników konkursu grantowego w Społeczniku 2.0, które zostaną ogłoszone 5 stycznia):  Kręgi Kobiet. Trzymajcie kciuki!
  • warsztaty z post-turystą! Zdecydowanie polecam. Dużo wiedzy i nowego spojrzenia na świat. Warsztaty bardziej pytające, niż dające odpowiedzi. Pewnie jeszcze poświęcę im oddzielny wpis.
  • warsztaty: sitodruku, transferu, zielarskie i chwastożercze, chór niemuzyczny, lalki Motanki z Gosią, las w słoiku, szycie książek i notesów w Galerii Sztuki Współczesnej
  • Veganmania - organizacja tak dużego wydarzenia (przyszło ponad 2000 osób) to było wyzwanie. Ponad 20 wystawców, ogarnianie przestrzeni, zapobieganie fuck up'om. Wiele godzin pracy, pisania maili, telefonów, przygotowań. Udało się, daliśmy radę! <3 br="">
  • aplikacja Habitica - to już ponad pół roku, odkąd jej używam, więc mogę powiedzieć z przekonaniem, że to działa. Co prawda zdarza mi się wyłączać ją na kilka dni (kiedy dzieje się zbyt dużo, żeby wywiązywać się z narzuconych sobie zadań), ale dzięki niej zaczęłam regularnie suplementować B12 i D3 (a zawsze o tym zapominałam), pić ziółka, czytać, ruszać się, ba - nawet udało mi się skończyć 2 kursy e-learningowe na Coursera (które zwykle zaczynałam z wielkim zapałem i na tym się kończyło). Polecam, może się przydać we wdrażaniu postanowień, nie tylko noworocznych :-)
  • w tym roku pożegnałam się także z pewną sympatyczną używką, która towarzyszyła mi niemal codziennie. Bardzo lubiłam i nadal ją cenię, ale bez niej życie też ma sens :-)

Poza tym stabilny rozwój jeśli chodzi o wymianki (a raczej freecykling) na opolskim gruncie, kooperatywę i działalność prozwierzęcą w Otwartych Klatkach. Niech tak pozostanie.

Intencje i marzenia na następny rok? Jakiś ekopucz by się przydał, Marsz Entów, duchowa rewolucja... Ale zobaczymy, co Bór da, nie lękajmy się :-)



18 gru 2016

Dlaczego drzewa przestały mówić

Pod koniec roku czas przyspieszył i zabrakło go na bloga. Więc dzisiaj lajtowo, trochę smutkowo, trochę materialistycznie i estetycznie...
Ostatnio podczytuję sobie książkę Doroty Simonides pod intrygującym tytułem "Dlaczego drzewa przestały mówić?"
I teraz już wiem, skąd Szyszko czerpie inispiracje... Od samego Pambuka :)



A było to tak:
"(...) mało kto wie, że kiedyś drzewa naprowda godały ludzkim głosem. Moja starka opowiadała, że raz jeden gospodarz poszedł do lasu i chciał narąbać drzewa na opał, bo zima była siarczysta, a polić nie było czym. No, i zabiero się siekierą do sosny. A ona woła: "Nie rąbej mnie, nie rąbej, bo mi serce zabijesz i krew pociecze". Chłop zabrał się przeto do jodły. Już się zamachnął, a drzewo woła:" Oj, nie ścinaj mnie, nie ścinaj, bo mi serce krwawi, nic z tego nie będziesz miał, bo będę wilgotna z krwi i płaczu". No i chłop poszedł dalej. Widzi, piękna brzoza stoi. Już się zamachnął, a brzoza płacząc, skomle: "Oj, nie zabijaj mnie, nie zabijaj, ja mam duszę. Proszę cię, zostaw mie żywą".
No i chłop wraca do domu bez drewna. Zimno, chałpa zimno, dzieci płaczą, ale co robić? W tym dźwierze się otwierają i wchodzi zmarznięty gość. Powiada: "Czy pozwolicie mi się u was ogrzać?" A chłop na to: "Chętnie byśmy ci pozwolili, ale my sami marzniemy. Byłem w lesie po drzewo, ale wszystkie tak mie prosiły, aby ich nie zetnąć, że mi tak żol było, żech je zostawił. Płakały i wołały, że i im serca pękają, a przez ich krew i duszę, moje drzewo będzie mokre i że się i tak nie rozpali!"
Wtedy staruszek poszedł z nim do lasu i zawołał: "Na moje wezwanie wszystkie drzewa od tej chwili przestaniecie godać ludzkim głosem, a serca i dusze biera do siebie", bo wiecie, to był sam Pan Jezus. No i kozoł temu chłopu narąbać drzewa, rozpolić w piecu i była wielka radość, bo dzieciskom było ciepło, a i som Pan Jezus się ogrzoł i zrozumioł, że drzewa nie powinny godać, a powinny ludziom służyć i ciepła dostarczać."

End of story.
Nie przypomina wam to polityki ministra środowiska? Chłopski rozum i ludowa wizja świata rządzi...



"16.12.2016 wieczorem Sejm uchwalił ustawę, która wyszła z Ministerstwa Środowiska, a do Sejmu weszła jako projekt poselski (dzięki temu pominięto etap konsultacji społecznych). To jedna z pakietu trzech ustaw katastrofalnych dla polskiego systemu ochrony przyrody. W przypadku lasów oznacza ona, że prowadzenie gospodarki leśnej w oparciu o "kodeks dobrych praktyk", nie będzie wymagało uzyskiwania osobnych pozwoleń od Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska na działania mające wpływ na gatunki chronione. Przy uchwalaniu tej ustawy nie wysłuchano głosu obywateli, tymczasem istnieje ryzyko, że część jej zapisów jest niezgodna z prawem UE." (info z fp Greenpeace Polska)




Na pocieszenie - piękne przedmioty z przyrodniczymi motywami (wish list). Być może kiedyś tylko to nam pozostanie z tzw. dziedzictwa przyrodniczego. Obym się myliła.

Pościel w polne kwiaty ze sklepu Las i niebo:

Talerze i kubki ze zwierzętami leśnymi (sklep kalva.pl):

Stempel - paproć (LiLaLu Design):


 Bluzki stemplowane roślinami (Galeria Księżyc):